środa, 19 listopada 2014

She..

Rozdzial 2
~She
<KLIK>

***Oczami Harry'ego***
Victoria nie odezwala sie ani razu od czasu tej calej klotni. Nic, zero znaku zycia. Czasami myslalem, ze nie bylem dla niej odpowiedni. Ale emocje wziely gore. Zwyciezyla milosc... Ubralem bialy T-shirt i czarne rurki, wsiadlem do samochodu. Musialem ja zobaczyc. Zaparkowalem samochodem przed domem jej ciotki i udalem sie w strone drzwi. Otworzyla mi je nawet ladna blondynka. ,,Boze Styles o czym ty myslisz!'' skarcilem sie w myslach i zaczalem rozmowe.
-Czesc, jest Victoria?-Dziewczyna sie usmiechnela i natychmiast odpowiedziala.
-Tak, jest u siebie. Wejdz.-Gestem reki dziewczyna zaprosila mnie do srodka i zaprowadzila do pokoju mojej kruszynki. Chwycilem za klamke i wszedlem do pomieszczenia. Victoria spala, usiadlem obok niej i przygladalem sie jak spi. Wygladala tak niewinnie.
-Kochanie, wstan. Musze Ci wszystko wyjasnic..-Nic, wtedy obok niej zobaczylem pudeleczko.. Zaraz, to pudelko po tabletkach nasennych! -Victoria, wstan! Kochanie slyszysz?! Emilly!- Blondynka przybiegla po paru sekundach. -Victoria polknela tabletki!-

***

Siedzialem pare godzin w szpitalu, zaden z lekarzy nic mi nie chcial powiedziec. Po glowie chodzilo mi mnostwo mysli i pytan na ktore odpowiedzi mogla mi udzielic tylko ona..
-Przepraszam powie mi Pan co sie dzieje z moja nazeczona?- Facet w bialym kitlu zatrzymal sie i zmierzyl mnie dokladnie wzrokiem.
-Prosze za mna.-Szedlem za lekarzem do konca korytarza. Tam byl jego gabinet.-Prosze usiasc.- Zajalem przez lekarza wskazane miejsce.
-Prosze mi powiedziec co jest z Victoria!.-
-Panska nazeczona jest w stanie krytycznym. Lekarze robia co moga by ja uratowac. Najblizsza doba pokaze czy bedzie zyla..- Caly zrobilem sie jak z waty. Nie umialem wyobrazic sobie zycia bez niej. Nie umialem, a nawet nie chcialem. Siedzialem na krzesle jak wmurowany. Lzy cisnely mi sie do oczu.
-Moge teraz do niej wejsc?-Zapytalem lamiacym sie glosem.
-Tak, prosze. Tylko na chwile.-Pokiwalem glowa i udalem sie do jej sali. Lezala podpieta do tych wszystkich urzadzen. Usiadlem obok niej i chwycilem ja za reke. Do sali weszla pielegniarka.
-Niech Pan do niej mowi. Ona to wszystko slyszy.- Patrzalem na nia ze lzami w oczach.
-Victoria, wiem, ze mnie slyszysz, i ty wiesz, ze nie mozesz mnie zostawic. Musisz zyc, dla mnie. Kocham Cie, musisz przy mnie zostac..Prosze, skarbie..Kocham Cie.-    

***
Wczoraj przyjechalem nad ranem do domu, ogarnalem sie troche, przebralem w inne ubrania. Dostalem sms-a. Kliknalem koperte i przeczytalem wiadomosc.

_______________________________________

Od; 887 *** ***

Przyjedz do szpitala jak najszybciej/Emilly

_______________________________________

Wsiadlem z Niall'em do samochodu i po pieciu minutach bylem na miejscu. Wbieglem do szpitala i szukalem blondynki.
-Co z nia?! Co z Victoria?!-
-Bedzie zyla, tylko jest nieprzytomna.-Z oczu polecialy mi lzy szczescia. Wiedzialem, ze ona jest silna, ale nie myslalem, ze az tak..
-Gdzie ona jest?-
-U siebie w sali. Wejdz do niej.-

**Tydzien pozniej. Oczami Victorii**

Wreszcie nadszedl dzien wypisu. Podobno caly ten czas Harry siedzial przy mnie w szpitalu. Dzisiaj tez mial przyjechac. Pakowalam ostatnie ubranie, gdy loczek wszedl do sali z duzym bukietem czerwonych roz.
-Czesc piekna. To dla Ciebie.-Przywital sie ze mna cieplym buziakiem w policzek i wreczyl ogromny bukiet.
-Ojejku dziekuje, aczkolwiek nie musiales.-Usmiechnelam sie i wzielam torbe z lozka. Hazz oczywiscie zaraz sam mi ja wyrwal. Chwycil mnie za reke i razem opuscilismy szpital. Brunet zawiozl mnie do domu cioci. Otworzylam drzwi, dziwne nikogo nie bylo w domu. No nic, weszlam z Harrym do salonu odkladajac torbe na sofe. Nastepnie udalam sie do kuchni i wstawilam kwiaty do wazonu.
-Harry, chcesz cos do picia?-
-Poprosze.- Wyjelam z szafki dwie szklanki, a z lodowki sok pomaranczowy. Polozylam wszystko na tacy i udalam sie z nimi do salonu. Usiadlam obok Harry'ego i przygladalam mu sie uwaznie.-Dlaczego to zrobilas? To przeze mnie?-
-Nie.-Sklamalam, i upilam lyk pomaranczowej cieczy.
-Vic, oboje wiemy, ze nam na sobie zalezy, i oboje wiemy, ze zadne z nas nie umie sie do tego przyznac.- Zamurowalo mnie. Nie wiedzialam co mu odpowiedziec.. Mialam mu powiedziec ,,Czesc Hary, kocham Cie, ale i tak wiem, ze nigdy nie bedziesz moj i dlatego sie chcialam zabic. Pewnie masz mnie teraz za glupia idiotke, ale bedziesz udawal, ze wszystko jest w pozadku."
-Harry.. ja, to nie tak..-Sposcilam glowe w dol i zaczelam nerwowo bawic sie palcami.
-A jak? Viktoria czy ty tego nie widzisz? Kocham Cie i nie wyobrazam sobie zycia bez Ciebie.- W tym momencie nie wiedzialam co mam odpowiedziec. Po tych slowach mnie delikatnie pocalowal. Nie protestowalam.
-Harry, ja tez Cie kocham.-Wtulilam sie w niego jak mala dziewczynka, zaciagajac sie jego boskim zapachem.
-Spakuj sie, na pare dni zabieram Cie do siebie.- Usmiechal sie zadziornie i zlapal mnie za reke.
-Po co?-Zapytalam marszczac brwi.
-Musze Cie miec na oku ksiezniczko. Juz nigdy Cie nie moge stracic.-

***
Po trzydziestu minutach bylam gotowa, spakowalam wszystkie najpotrzebniejsze rzyczy i udalam sie do samochodu Styles'a..

_________________________________________________________________________

No to mamy kolejna czesc c;
Przepraszam, ze taki krotki, ale nastepny postaram sie dac meggaa dlugi *-*
Harry zdazyl uratowac Viktorie przed smiercia, ale czy zdazy ja uratowac przed niebezpieczenstwem ktore czeka ich na kazdym kroku ?




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz